Przypadek

Wypatrywałam zamówionej taksówki. Oddychałam głęboko, próbując uspokoić kołaczące serce. To był dzień, na który czekałam całe życie. Szansa, o którą prosiłam, nie bardzo wierząc w to, że ją dostanę. To spotkanie zadecyduje o całej mojej karierze. O wszystkim.

Wdech – wydech.

Nie mogę się spóźnić. Nie tolerują tego. Minuta po czasie i ich drzwi nie otworzą się już dla mnie. Gdzie ta taksówka?

Zmierzchało.

Gdzieś z boku, z tej szarówki wyłoniła się postać starszej kobiety, obwieszonej tobołkami. Szła z trudem, wyraźnie nie radząc sobie z ciężarem, który dźwigała.

Z chwilowego zamyślenia wyrwały mnie światła zatrzymującego się samochodu. Machnęłam ręką taksówkarzowi i szybko ruszyłam w jego stronę.

Nagle za moimi plecami rozległ się krzyk. Odwróciłam się. Staruszka upadła, a zawartość jej toreb rozsypała się po chodniku.

— Nic pani nie jest? — zapytałam w nadziei, że potwierdzi i będę mogła odjechać z czystym sumieniem.

— Mogłabyś mi pomóc, kochanieńka…?

Boże, tylko nie to…

— Chciałabym, ale naprawdę strasznie się spieszę — odparłam niemal skamlącym tonem. — Może ktoś inny… — rozglądnęłam się, ale w pobliżu nie było nikogo.

Staruszka, trzęsącymi rękami szukając oparcia, próbowała podnieść się do klęku.

Przymknęłam oczy, przeklinając w duchu moją empatyczną naturę. A niech to!

— Proszę chwilkę poczekać, za sekundę wracam — krzyknęłam w stronę kierowcy i podbiegłam do kobiety.

Pomogłam jej wstać i pospiesznie zabrałam się za zbieranie porozrzucanych rzeczy.

— Z nieba mi pan spadł! Zawiezie mnie pan na lotnisko? — usłyszałam za plecami głos mężczyzny, który pojawił się znikąd.

— Halo, to moja taksówka! — wrzasnęłam i rzuciłam się pędem w ich kierunku.

— Zapłacę wielokrotność — usłyszałam przypieczętowujące deal zdanie i taksówka trzaśnięciem drzwiami pożegnała się ze mną, znikając w dali razem ze wszystkimi moimi marzeniami.

— Bozia ci za to wynagrodzi, kochanieńka — usłyszałam pełen troski głos staruszki.

Spojrzałam w jej kierunku i oczy wypełniły mi się łzami. Poczułam narastającą wściekłość a dłonie zacisnęły mi się w pięści. Wypowiedziane przez nią słowa były jak jawna drwina. Z natłoku emocji nie byłam w stanie wykrztusić z siebie słowa.

I wtedy właśnie usłyszałam za sobą pisk opon, potężny huk i odgłos gniecionego metalu. Odwróciłam się gwałtownie. Kraksa na skrzyżowaniu. To była moja taksówka.

Leave a comment



Pisarska Kafejka Wszelkie prawa zastrzeżone 2024

Kopiowanie bez zezwolenia zabronione.