Zatrzasnęła za sobą drzwi i ciężko dysząc rozejrzała się w popłochu. Ciemny hol był pusty, znajdowało się w nim jedynie małe okno po prawej stronie i prowadzące na górę schody po lewej. Podbiegła do okna. Za wysoko, nie skoczy. Żadnego balkonu, gładka ściana – nie da rady po niczym zejść.
Ruszyła biegiem w stronę drewnianych schodów. Przeraźliwie zaskrzypiały pod jej stopami. Dotarła na kolejne piętro. Tu też pusto. Niewielki pokój po lewej okazał się ślepym zaułkiem. Wybiegła z niego, potykając się o wystającą płytkę w podłodze. Z ledwością uniknęła upadku. Zaklęła pod nosem. Ostatnim ostrzeżeniem, jakie wykrzyczał za nią Tomasz było: “Patrz pod nogi!”.
Po prawej stronie było dwoje drzwi a na wprost balkon. Stanęła, by go sprawdzić – zero możliwości ucieczki. Usłyszała stłumiony hałas dobiegający z parteru. Byli blisko. Tomek poświęcił się, odciągając ich uwagę, ale jeżeli zauważyli, do którego korytarza wbiegła, ma mało czasu. Rzuciła się do pierwszych drzwi. Ten pokój też był pusty, jak chyba wszystkie w tym budynku. Coś jednak zwróciło jej uwagę. Pomieszczenie było dziwne, miało kształt litery L. Tam, za załomem musiało się znajdować wyjście. Podbiegła i w panice zaczęła rozglądać się na wszystkie strony. Nie było niczego. Kompletnie niczego. Żadnych schodów, żadnego przejścia. Kolejna ślepa uliczka.
Wybiegła. Zostały jeszcze jedne drzwi, ostatnia szansa. “Boże, jeśli istniejesz, zlituj się… Błagam!” – rozpaczliwie krzyczała w myślach. Wpadła do pokoju i desperacko usiłowała dostrzec jakieś wyjście. Wypatrywała w ścianach jakichkolwiek oznak ukrytych drzwiczek, prowadzących do tajemnego przejścia. Na próżno.
Pociemniało jej w oczach, oddech stawał się coraz krótszy i szybszy. To niemożliwe. Niemożliwe! Zanim ich rozdzielili, Tomasz zdążył wyszeptać jej do ucha, że droga ucieczki znajduje się w lewym skrzydle. Słyszała dokładnie…!
Oparła się o ścianę i osunęła bez sił na podłogę. To koniec. Nie ma stąd wyjścia. Nie ma dla niej ratunku. Objęła rękami kolana i zaczęła kołysać się w przód i w tył. Myślami powędrowała do ostatnich chwil spędzonych z Tomaszem. W jego czułym spojrzeniu było tyle miłości. Kochał ją, jak nikt inny wcześniej. Palące łzy spłynęły jej po policzkach na wspomnienie jego ostatnich słów; nawet w obliczu śmierci troszczył się o nią: “Patrz pod nogi”…
Nagle zrozumiała. Dobiegający z dołu hałas uzmysłowił jej, że bandyci dotarli już do lewego skrzydła. “Patrz pod nogi!” – pierwszy pokój, wystająca płytka w podłodze…!
Zerwała się i pobiegła w to miejsce. Drżącymi palcami wczepiła się w płytkę i z nieznaną sobie siłą powoli zaczęła ją odsuwać. Strome, zbutwiałe i mające szerokość drabiny schody, które pod nią zobaczyła, wydały się najpiękniejszym widokiem, jaki w życiu widziała. Pospiesznie, ale najciszej jak mogła, zbiegła w dół i ruszyła korytarzem, prowadzącym na tyły budynku. Gdy tylko znalazła się na zewnątrz, zdjęła kurtkę, rozpuściła włosy i wmieszała się w tłum. Gwarny, brudny, upragniony tłum. Z przepełnionym wdzięcznością sercem wyszeptała:
– Dziękuję Ci, Tomasz…

Pisanie, muzyka, malarstwo, ogród – oto moje cztery strony świata. Czy jest jakiś sposób by je wszystkie połączyć? Chyba tylko pisząc w ogrodzie przy muzyce o malarstwie;-) A odsuwając żarty na bok – dla każdej z nich staram się stworzyć osobną przestrzeń. Ta, w której właśnie gościcie, została stworzona dla pisania.