Czy pół roku wystarczy, by zgasić uczucie? - Pisarska Kafejka

Czy pół roku wystarczy, by zgasić uczucie?

Słuchawkę podnoszę po drugim dzwonku.

– Halo?

– Cześć Adam, tu Sylwia.

To wypowiedziane imię sprawia, że w jednej chwili czuję, jak zimny pot spływa mi po plecach. Od razu poznaję jej głos. Postanawiam jednak udawać, że jej nie kojarzę. Sam nie wiem do końca, dlaczego.

– Jaka Sylwia?

– Hej – słyszę niepewność w jej głosie – nie pamiętasz mnie?

– Nie bardzo – staram się być opanowany – a powinienem?

– A pamiętasz zeszłe lato? Spędziliśmy je razem.

– A. To ty – odpowiadam zdawkowo, ale w środku aż się gotuję. – Cześć, co się stało, że zadzwoniłaś? Byłem pewny, że cię już nie usłyszę. Pogodziłem się z faktem, że nasze drogi rozeszły się na zawsze. No cóż, najwyraźniej się myliłem.

Muszę być ironiczny. To zapewnia mi zimną ocenę sytuacji.

– Słuchaj – zaczyna – przepraszam, że nie dałam znaku życia. Myślałam, że tak będzie lepiej. Dla nas.

– Dla nas? – rzucam sarkastycznie. – A to ciekawe. Postarałaś się, aby to „dla nas” skończyło się pół roku temu.

Przez kilka sekund wsłuchuję się w ciszę. Po chwili znów słyszę jej głos. Zdławiony i niepewny.

– Tak – zaczyna powoli. – To dotyczyło nas oboje. Chodziło o nas. To znaczy: chodzi… o nas.

– Słuchaj – przerywam – nie tłumacz niczego sprzed dnia wczorajszego. Rozumiesz? Słuchanie wyjaśnień jest marnowaniem czasu. Co było – to było. Tamte dzieje to przeszłość – nie wiem, jakim cudem mój głos brzmi chłodno i spokojnie. – Teraz jestem inny, nie tak naiwny. Głupie gdybanie jest stratą czasu.

– Ale… – zaczyna, ale przerywam jej ostro.

– Nie mam ochoty słuchać o tym co było, lub też, czego nie było.

Muszę mówić tak, aby ją zranić. Aby jej odpłacić. Ryzykowne? Być może. Dziecinne? Z pewnością. Głupie? Na sto procent.

– Przejdź do konkretów. Czego chcesz?

Dziwne. Nie czuję wyrzutów sumienia. Nie po tym, co nas łączyło. Chcę sobie udowodnić, że już nic do niej nie czuję. Obawiam się, że moja reakcja dowodzi czegoś wręcz przeciwnego. To mnie topi, niczym słodki wrzątek. Bronię się przed tym. Nie chcę znowu cierpieć.

– Dobrze – zaczyna pewnie – skoro tak stawiasz sprawę. Chciałam cię prosić, a raczej zapytać, czy moglibyśmy się spotkać. Teraz jednak już sama nie wiem, czy to był dobry pomysł. Chyba faktycznie stałam się już twoją przeszłością. No cóż, myślałam… miałam nadzieję, że jeszcze coś nas łączy.

– Co?  – rzucam nagle.

– Wiem, że pewnie o mnie zapomniałeś.

O! Jaka pewna!

– Ja wciąż pamiętam. Chcę cię zobaczyć, porozmawiać. Trudno mi to mówić, znasz mnie.

– Kiedyś też mówiłaś, że cię znam ­– odpowiadam przez zaciśnięte zęby. – Że rozumiemy się, niczym łyse konie, pamiętasz? Ale czy ja cię znam? Kiedyś wydawało mi się, że tak, że mogę ci ufać. I co? O ile mnie pamięć nie zawodzi, to właśnie ty – z rezygnacją wypuszczam powietrze – … a tam! Szkoda czasu na gadanie.

– Wiem, co zrobiłam. Przepraszam. Żałuję tego… – słucham jej w napięciu – nawet nie wiesz, jak bardzo żałuję, że…

– Przecież ci mówiłem, żebyś się nie tłumaczyła – znowu jej przerywam.

Cisza. Czuję, że jeżeli ja się nie odezwę, to będzie koniec rozmowy.

– Nigdy cię takiej nie pamiętam – zaczynam spokojnie. – Co się stało, że dzwonisz do mnie znienacka i mówisz takie rzeczy? To do ciebie nie pasuje. Coś się wydarzyło, czy co?

– Wiesz, Adam… zawsze mogłam na ciebie liczyć. Wtedy – jej głos drży. Czy można to udawać? Pewnie tak. – Byłeś moim oparciem i czułam, że ty i ja, no wiesz… że pasujemy do siebie. Miałam wrażenie, jakbyśmy byli dwiema połówkami jednej całości. I tego się przestraszyłam. Trudno mi o tym mówić. W moim życiu wydarzyło się ostatnio dużo. To nie rozmowa na telefon. Dlatego chciałam się spotkać. Jest mi ciężko, czuję, że cię potrzebuję i…

– Aha! Rozumiem! – rzucam ostro – Nie odzywałaś się pół roku i gdy nadeszły złe chwile przypomniałaś sobie o mnie. Dziękuję bardzo, to dla mnie wielki zaszczyt, ale czy wydaje ci się, że jestem spowiednikiem – pocieszycielem? Już nie! Nie interesuje mnie los innych. Skoro moja osoba ograniczała się tylko do tej roli, to dopiero teraz pojmuję, jaki byłem głupi…

– Nie! – nagle przerywa. W jej głosie słyszę nutę załamania – To nie tak. Byłeś dla mnie kimś bardzo ważnym. Wiesz, co do ciebie czułam…

– Tak? A cóż to było takiego?

– Ja… Ja przepraszam, że dalej mówię o przeszłości. Jest mi ciężko. Zwłaszcza teraz, gdy mówisz tak do mnie. Myślałam, że…

– Że coś nas łączy?

– Tak – słyszę jej cichą odpowiedź.

– Masz rację – potwierdzam. – Łączy nas. Kabel telefoniczny.

– Nie mów tak! To boli, jak tak mówisz. Nie ułatwiasz mi tego!

– Nie jestem od ułatwiania ludziom życia. Gdybym został stworzony do zbawiania ludzi, zostałbym zbawicielem. Nie jestem nim. I w sumie się z tego cieszę. Każdy z nich źle skończył.

– To dlaczego ze mną jeszcze rozmawiasz? Ciągle starasz się mi udowodnić, że nic dla ciebie nie znaczę. Przekonałeś mnie. Teraz jestem pewna, że jestem ci obojętna. No cóż, sama sobie jestem winna. To spotkanie w tym wypadku to chyba zły pomysł.

Przez chwile trwa cisza. Nie wiem, co odpowiedzieć.

Po chwili ciężkiego milczenia Sylwia mówi cicho:

– Wybacz, że zadzwoniłam. Nie miałam się do kogo zwrócić. Zawsze myślałam, że mogę w każdej sprawie zwrócić się właśnie do ciebie. Nawet po tym… zwłaszcza po tym, co pomiędzy nami zaszło. Ale widzę, że się myliłam. Zmieniłeś się. I chyba ja też się do tego przyczyniłam. Cóż mogę powiedzieć? Poza tym, że mi przykro? Że mi ciężko na sercu?

Czuję, że zaraz eksploduję.

– Chcę, byś mnie pamiętał. Chociaż i tak pewnie zapomnisz. Chcę, byś wiedział, że ty nadal nie jesteś mi obojętny. Bez względu na to, co myślisz na ten temat.

– Sylwia, co ty?… – zaczynam.

– Mogę ci to teraz powiedzieć – przerywa mi. Słyszę, jak jej głos łamie się coraz bardziej. – Gdybyśmy już się mieli nie zobaczyć. Wybacz, że zabrałam ci tyle cennego czasu. Żegnaj.

– Czekaj! – wrzeszczę do słuchawki – Sylwia! Nie odkładaj słuchawki! Muszę ci coś powiedzieć. Sylwia!

Nie chcę, by to się w ten sposób skończyło. Nie mogę dłużej udawać.

– Tak? – słyszę jej ciche pytanie. Zaczynam sobie przypominać, że kiedyś dla mnie to był cudowny głos. Teraz zabarwiony łzami. Może uda nam się nadrobić ten czas.

– Przepraszam – składam broń. – Wybacz, że zachowałem się, jak dupek. Jeśli chcesz się spotkać, to z przyjemnością cię znów zobaczę.

– Co ty mówisz? – słyszę, że jest skołowana. W sumie, ma prawo tak sie czuć.

– Prawda jest taka – odpowiadam z duszą na ramieniu – że niewiele się zmieniło, jeśli chodzi o to… co do ciebie… No wiesz. Co do ciebie czuję. Tak mi sie wydaje. Stąd to moje zachowanie, rozumiesz?

– Nie.

– Nieważne. Powiem ci, jak się spotkamy. Chcesz jeszcze, żebym przyjechał?

– Tak. Proszę, przyjedź – słyszę ulgę w jej głosie. – Potrzebuję cię.

– Dobra. Będę za godzinę.

– Czekam.

– Hej, Sylwia!

– Co takiego?

– Niewiele brakowało, co nie?

– Tak. Bałam się tego. Bałam się, że ta rozmowa skończy się inaczej. Faktycznie, niewiele brakowało. Teraz naprawdę cię potrzebuję – po ciszy chwili dodaje – i miałam nadzieję, że ty też potrzebujesz mnie.

Cisza.

Odkładam słuchawkę.

 

Przez minutę patrzę w ścianę swojego salonu. Nie widzę nic. Jestem zszokowany, ale szczęśliwy i podekscytowany. Czuję motyle w brzuchu.

Patrzę na zegarek.

Oho!

Muszę się zbierać.

 

 

Dopisek: To krótkie ćwiczenie dialogowe to przede wszystkim próba zbudowania napięcia pomiędzy dwójką osób. Czy się udało? Oceńcie sami 🙂

Leave a comment



Monika

7 miesięcy ago

Czesc
No mnie ten dialog przekonał. Czułam jakbym była jedną ze stron tego dialogu 🙂 napiszesz wiecej???
Pozdrawiam

Paweł

7 miesięcy ago

Cześć Monika 🙂
Dziękuję. Czyli misja wykonana. A dalszy ciąg? Jasne. Tylko w którą stronę miałoby to pójść? Jest tak wiele możliwości… 😉

Pisarska Kafejka Wszelkie prawa zastrzeżone 2020

Kopiowanie bez zezwolenia zabronione.